Balladyna

Balladyna- dramat zbrodni, sumienia, tajemnic, czarów...
Dramat o złej dziewczynie... Czy aby na pewno?
Większość tych, którzy poznają, ba tych którzy opisują Balladynę, wychodzi z założenia, że ludzki dramat zawarty w tej sztuce to tak naprawdę seria tragedii poszczególnych postaci, których autorką jest Balladyna - przesiąknięta zbrodniczymi skłonnościami, wyuzdana, grzeszna i zła istota.
Jako reżyser i adaptator tekstu postanowiłem przeciwstawić się temu prostolinijnemu podejściu do problemu. Dlatego rozpoczynając opracowanie tekstu Juliusza Słowackiego odciąłem się całkowicie od tradycyjnego spojrzenia na dzieło i na główną postać i miast spektaklu o złej dziewczynie, postanowiłem stworzyć przedstawienie o PIĘKNEJ KOBIECIE otoczonej przez świat i ludzi, których złu nie potrafi się przeciwstawić. Których złu ulega.

Tak o swoim spektaklu "Balladyna", określanym też przez niego samego jako "Malinowa ballada" pisze Robert Delegiewicz. I rzeczywiście, może przedstawienie to nie jest obroną Balladyny, nie jest próbą usprawiedliwienia jej czynów, ale pokazaniem iż lwią część winy za popełnione przez nią zbrodnie ponosi co najmniej kilka postaci sztuki.
Goplana, która zakochawszy się w Grabcu chce go odebrać Balladynie i rozpoczyna śmiertelnie niebezpieczną grę ludzkimi uczuciami, namiętnościami (jedyna z postaci, która się do tego ostatecznie przyznaje). Pustelnik radzący Kirkorowi, by wystawił na próbę posłuszeństwo Balladyny. Sam Graf, który pojąwszy ją za żonę, już na drugi dzień opuszcza ją, wprawdzie dla słusznej sprawy, ale bez zupełnej wiedzy młodej żony. Matka, która z chęci wydania którejkolwiek córki za mąż za "złotego zięcia" oddaje wybór właściwie losowi doprowadzając do konfliktu między siostrami. Nawet Alina, która wydawać by się mogło jest dziewczęciem bez zmazy, nie jest tutaj bez winy. Z lekkością i beztroską opowiadając o znalezieniu siostrze męża, gdy sama będzie już panią, doprowadza do wściekłości i tak rozdartą wątpliwościami, czy zostać hrabiną, czy biedną żoną Grabca , Balladynę.
Nie jeden z nas przecież doświadczył czegoś co nazywamy konsekwencjami jednego błędu. Tak naprawdę niewielu ludzi ma w sobie wystarczająco wiele siły, by popełniwszy zbrodnię, choćby nieumyślnie, samemu przyznać się do jej popełnienia. Obrona przed oskarżeniem, przed karą, choćby i zasłużoną jest często tak silna,
że wszelkie sytuacje, czy osoby mogące ujawnić prawdę zdają się być pretendentami do natychmiastowego usunięcia,
co oczywiście rodzi kolejne kłamstwa
i zbrodnie, układające się w coraz wyższą piramidę grzechu i strachu. Taka właśnie piramida wyrasta na życiowej drodze prostej dziewczyny zwanej Balladyną. Nie należy jednak rozumieć, że przedstawienie Teatru William-Es jest stu procentową obroną Bohaterki dramatu Słowackiego. Balladyny, podobnie jak zapisał to sam autor, nie dosięga ręka ziemskiej sprawiedliwości pod postacią ramienia prawa. Dopada ją jednak
jeden z najsurowszych i najbardziej bezlitosnych sędziów z jakimi spotkać się może człowiek - jej własne sumienie. Seria zbrodni, które przypada jej osądzić, to jej czyny. Balladyna nie potrafi osądzić się inaczej jak wypowiadając pod swym adresem trzykrotnie słowa WINNA.
Skazując się tym samym na śmierć dowodzi postawionej tu na początku przez reżysera tezie, iż nie jest złą dziewczyną lecz dziewczyną która uległa złu. Spektakl Teatru William-Es jest nastrojowym i czarownym przedstawieniem. Z jednej strony będącym świeżym spojrzeniem na dzieło
Juliusza Słowackiego, z drugiej zaś, jak zwykle w produkcjach tego teatru, klasyczną realizacją tekstu, bez zabiegów uwspółcześniających i zbędnych udziwnień. Dlatego może być doskonałym materiałem dydaktycznym dla młodzieży, dla widowni dorosłej natomiast spotkaniem z nieskażoną reinterpretacją, romantyczną literaturą, będącą jednym z największych skarbów polskiego kulturowego dziedzictwa.

 

Reżyseria - Robert Delegiewicz, Muzyka- Marek Banaszczyk, Scenografia - Andrzej Prokop
Występują: Danuta Gołdon, Renata Spinek, Katarzyna Borowiec, Robert Delegiewicz, Ryszard Pochroń, Bartosz Suchodolski.